homilia wygłoszona w parafii św. Anny, Warszawa-Wilanów, 12 września 2026 roku
„O waleczna Hetmanko,
zwycięską wdzięczności pieśń,
z niewoli wyswobodzeni, słudzy Twoi,
niesiem Ci, Bogurodzico.
Ty, która posiadasz moc niezwyciężoną,
od wszelkich nieszczęść wybaw nas,
byśmy do Ciebie wołali…„.
Bracia i Siostry,
to słowa z jednego z najcudowniejszych hymnów jakie zna chrześcijaństwo, czyli z Akatystu ku czci Najświętszej Maryi Panny. Dzisiaj przywołujemy je, zanosząc do Niej, do Matki Bożej Zwycięskiej, tej walecznej Hetmanki „wdzięczności pieśń” za Jej pomoc, z której nieustannie możemy korzystać i jednocześnie prosząc Ją, by Ta, która posiada moc niezwyciężoną, od wszelkich nieszczęść nas wybawiła.
Tak, jak wybawiła Króla Jana III Sobieskiego, gdy ten stanął pod Wiedniem, naprzeciw potężnych zastępów tureckich, którymi dowodził Kara Mustafa. Choć złożona z połączonych wojsk polsko-austriacko-niemieckich armia Jana III Sobieskiego była silna, to król nie miał wątpliwości komu zawdzięcza zwycięstwo. Dał temu wyraz w znanym komunikacie, który przekazał papieżowi Innocentemu XI po pokonaniu armii Imperium Otomańskiego: „Venimus, vidimus, Deus vicit”. „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył”. Przybyliśmy my, zobaczyliśmy my, ale zwyciężyliśmy już nie my – zwyciężył Bóg! Juliusz Cezar mówił: „veni”, „vidi”, „vici”, całą chwałę zwycięstwa przypisywał sobie, król Jan III Sobieski – Bogu!
To wszystko działo się 12 września 1683 roku, a bitwa ta była – zdaniem historyków – jednym z najważniejszych wydarzeń decydujących o losach naszej cywilizacji.
Tak: „Deus vicit”. Bóg zwyciężył, a Hetmanką w tej bitwie była Ta, której Imię widniało na sztandarach polskich wojsk i której król Jan III Sobieski – idąc stąd, z Warszawy, z Wilanowa, pod Wiedeń – osobiście się pokłonił na Jasnej Górze, w Krakowie i w Piekarach Śląskich. Właśnie na pamiątkę tego zwycięstwa dzień 12 września został przez Papieża ustanowiony jako wspomnienie Imienia Maryi!
W Piekarach Śląskich, pobożny lud śpiewa ku czci Maryi piękną pieśń:
„Któraś chrześcijaństwo całe ocaliła,
Jako wojsk jego czujna straż,
Kiedyś pod Wiedniem Turków rozgromiła,
Biorąc pod płaszcz Twój hufiec nasz(…).
Ciebie dziecięcym sercem błagamy:
Weź pod opiekę zbożny nasz lud.
Lepszej od Ciebie Matki nie mamy,
co by w błękity wiodła nas cnót”.
Bracia i Siostry,
my jednak nie przyszliśmy dzisiaj tutaj jak do jakiegoś muzeum lub antykwariatu, nie przyszliśmy, by powspominać dawne dzieje i powzruszać się militarną siłą oraz głęboką wiarą naszych przodków. Przyszliśmy tu, aby nabrać siły do walki, pod zwycięskim sztandarem Chrystusa. Walki, która przecież trwa i która dotyczy każdej i każdego z nas!
Dziś jest to przede wszystkim walka wewnętrzna. Walka pomiędzy tym co jest w nas z Boga, a tym, co od Boga nie pochodzi. Walka pomiędzy dobrem i złem, ciemnością i światłem, pomiędzy łaską i grzechem. Pierwsza z walk. Największa i najważniejsza. Fantastycznie opowie o niej św. Paweł w sławnym fragmencie Listu do Rzymian: Łatwo przychodzi mi chcieć to, co dobre, ale wykonać już nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę (por. Rz 7,18).
Któż z nas tego nie doświadcza? Wewnętrznego rozbicia, które sprawia, że jesteśmy jakby szarpani w dwie przeciwstawne sobie strony.
I wiecie na pewno, nie gorzej niż ja, jak bardzo to wszystko jest bolesne, jakiego wymaga samozaparcia, zmagania się ze sobą: z własnymi słabościami, naleciałościami, skłonnościami, złymi przyzwyczajeniami.
Często przychodzi pokusa by tę walkę zlekceważyć, lub by odpuścić! By dać sobie spokój. Zgodzić się na połowiczność, na chrześcijaństwo niekompletne, albo wręcz zewnętrzne, kulturowe, niemal folklorystyczne. To jest bardzo niebezpieczne.
Chrześcijaństwo w Europie nie jest dzisiaj zagrożone przez inwazję wojsk tureckich, ale przez nie mniej groźną inwazję chrześcijańskiej, duchowej bylejakości, a nawet obojętności, polegającej na tym, że idziemy za Chrystusem jedynie trochę.
I codziennie jesteśmy ku temu kuszeni. By porzucić nasze duchowe ideały, które dla wielu są jedynie przestarzałymi głupotami. Wiara, wierność Bogu, Jego Słowo, łaska Boża, sakramenty. Dla nas to wszystko są perły, dla niejednego – śmieci!
Zbigniew Herbert w swym wybitnym wierszu „Potęga smaku” kpił z metod kuszenia, których doświadczał w latach słusznie minionego systemu. Pisał tam, że być wówczas wiernym, nie wymagało wielkiego charakteru. „Mieliśmy – to jego słowa – odrobinę koniecznej odwagi, lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku. Tak smaku, w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia. Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono…”. Kto wie…!
Dziś jesteśmy kuszeni „lepiej i piękniej”. To wszystko nie jest już takie tępe, chropowate, przaśne i zwyczajnie słabe. Przeciwnie: jest dużo bardziej zakamuflowane, dużo bardziej przebiegłe i sprytne.
Przypomina się to, o czym przeczytamy w Księdze Apokalipsy, gdzie mowa jest o szarańczy, której nie widać, bo wychodzi z gęstego dymu. „I od dymu studni – czytamy – zaćmiło się słońce i powietrze. I z dymu wyszła szarańcza na ziemię” (Ap 9,2-3). Ten dym sprawił, że szarańczy nie było widać.
Ludzie z pokolenia Herberta mieli włókna duszy i chrząstki sumienia, które wielu uratowały. Musimy o nie dbać i my! Takie ważne jest więc to, by – jak mówił papież Benedykt XVI: „słowa, życie, światło Chrystusa dostawały się do naszego sumienia i je oświecały, by sumienie pojęło co jest prawdziwe, dobre, a co złe; by doznawało oświecenia i oczyszczenia. Śmieci zalegają nie tylko na niejednej ulicy na świecie. Również w naszych sumieniach i w naszych duszach. Tylko światło Pana, Jego siła i Jego miłość oczyszczają nas i prowadzą właściwą drogą”.
Od tego tyle zależy. Dużo dzisiaj mówimy o nowej ewangelizacji. Szukamy na nią sposobów, wymyślamy metody. Pytamy: jak dojść z Ewangelią do środowisk coraz bardziej i coraz liczniej odległych od Kościoła. Zwoływane są nowe konferencje, trwa synod, wydawane są kolejne dokumenty i opracowywane mega programy. I to wszystko jest ważne, ale jednocześnie jest bardzo niewystarczające.
Ludzie, którzy sami nie są absolutnie przekonani o wartości chrześcijaństwa, ludzie bez włókien duszy i chrząstek sumienia, żadnej ewangelizacji nie zrobią, choćby nie wiem jak dobre mieli programy, jak nowoczesne środki i jakimi dysponowali pieniędzmi.
To jest przede wszystkim praca, którą musimy wykonać osobiście, ale musi ją także wykonać cały Kościół. Cała wspólnota.
Bardzo dużo zależy tu także od nas księży, także od pasterzy Kościoła. Czasem bowiem głosimy jakieś soft chrześcijaństwo i soft katolicyzm: niewymagający, spłaszczony, delikatny. Taki jedynie do lubienia, nie do nawrócenia.
Musimy na to uważać. Musimy uważać, także na to, by nie zmieniać znaczenia słów. Słowo „dialog”, tak dziś popularne oznacza „wymianę słów”, gotowość i zdolność do rozmawiania, a nie gotowość do przytakiwania. Kościół otwarty to taki, który każdemu jest gotów zaoferować prawdę Ewangelii, a nie taki, który każdemu powie: You’re OK. Musimy głosić doktrynę Kościoła, a nie nasze na jej temat fantazje.
Wspomniany już papież Benedykt XVI powiedział kiedyś do ludzi młodych: „Drodzy Przyjaciele nie lękajcie się wybierać drogi alternatywne, wskazane przez prawdziwą miłość: styl życia wstrzemięźliwy i solidarny, szczere i czyste relacje uczuciowe, uczciwe zaangażowanie w naukę i pracę, głębokie zainteresowanie wspólnym dobrem. Nie lękajcie się wydawać się odmienni i być krytykowani za to, co uchodzi za niemodne. Wasi rówieśnicy, ale też dorośli i właśnie szczególnie ci, którzy wydają się być dalsi od mentalności Ewangelii i jej wartości, bardzo potrzebują zobaczyć, że ktoś ma odwagę żyć pełnią człowieczeństwa ukazaną przez Jezusa Chrystusa”. To dziś dotyczy każdego, nie tylko ludzi młodych.
„Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej” (Ga 4,7), powiedział nam przed chwilą św. Paweł, a skoro tak, to nie żyjmy jak niewolnicy, lecz jak dzieci Boże!
Wciąż aktualne jest nauczanie papieża Leona Wielkiego, które z pewnością będzie nam przypominał papież Leon. W jednym z najbardziej znanych swoich kazań Leon Wielki mówił: „Poznaj swoją godność, chrześcijaninie! Stałeś się uczestnikiem Boskiej natury, porzuć więc wyrodne obyczaje dawnego upodlenia i już do nich nie powracaj. Pomnij, jakiej to Głowy i jakiego Ciała jesteś członkiem. Pamiętaj, że zostałeś wydarty mocom ciemności i przeniesiony do światła i królestwa Bożego. Przez chrzest stałeś się przybytkiem Ducha Świętego, nie wypędzaj Go więc z twego serca przez niegodne życie, nie oddawaj się ponownie w niewolę szatana, bo twoją ceną jest Krew Chrystusa”.
Tak, Bracia i Siostry, duchowa walka trwa, jednak nasze zwycięstwo w niej nie jest prawdopodobne, lecz pewne. Czasem wymaga długiego czasu, lat, dziesięcioleci, zdarza się, że i całego życia. Często znacznie dłużej niż zmagania pod Wiedniem, lecz Victoria jest pewna. Chrystus również nam, ludziom tego czasu mówi: „na świecie doznacie ucisku, ale odwagi! Jam zwyciężył świat” (J 16,33). On nam daje Maryję, a my, jak król Jan i jak miliony pobożnych ludzi – uciekamy się pod Jej obronę, wołając:
„Przybądź nam miłościwa Pani ku pomocy
A wyrwij nas z potężnych nieprzyjaciół mocy”.
Tak wołamy i dzisiaj, stąd z Wilanowa, w stronę naszej Wielkiej Hetmanki. I Ona przybywa, jak przybyła wtedy do Elżbiety (por. Łk 1,39-47), wspomaga nas w każdej duchowej walce. Na swoim przykładzie pokazuje jak piękny jest człowiek, który jest blisko Boga i dlatego wygrywa. Ona mówi nam pewnie: „Nie bój się, walcz tylko, a Bóg da zwycięstwo”.
Bracia i Siostry,
cieszę się także, że do tej warszawskiej świątyni zostały dziś wprowadzone relikwie św. Andrzeja Boboli, wielkiego Patrona Polski. Także on jest zwycięzcą.
Oddawanie czci szczątkom przyjaciół Bożych, ma swoją długą historię. Owszem, w historii Kościoła bywało i tak, że kult relikwii sprawowany był w sposób absurdalny, głupi i bezbożny, kiedy handlowano relikwiami, lub oddawano im cześć absolutną. To było nadużycie. Źródło jednak jest czyste.
Historia czasów po apostolskich przekazuje nam opis męczeństwa biskupa Polikarpa ze Smyrny (+ ok. 167 r.), a w nim wzmiankę o tym, że po egzekucji biskupa usiłowano przeszkodzić tamtejszym chrześcijanom „w zabraniu jego ciała, chociaż wielu chciało to zrobić, żeby posiadać święte szczątki. […] Wówczas setnik oświadczył, że ciało jest własnością państwa i polecił je spalić, tak jak jest to w zwyczaju. Tak więc mogliśmy później zebrać jego kości, cenniejsze od klejnotów i droższe od złota, aby je złożyć w miejscu stosownym”.
Relikwie św. Andrzeja są dla nas wartością bezcenną, są droższe od złota i cenniejsze od klejnotów i dlatego składamy je w tym kościele, czyli w miejscu stosownym. Niech wspomagają nas we wzywaniu wstawiennictwa św. Andrzeja i w wiernym jego naśladowaniu.
„Bo ileż poniósł on trudów – modlimy się w Liturgii Godzin
By do Jednego Pasterza
Zwiedzionych przywieźć na powrót
I w jednej wierze zachować
Andrzeju, Boży rycerzu
Gdy dziś sławimy hymnami
Pamiątkę Twego zwycięstwa
Oręduj w niebie za nami”.
Nie bój się, walcz tylko, a Bóg da zwycięstwo!
Amen.
+ Adrian J. Galbas SAC

